Poniedziałek według planów był zarezerwowany na odwiedziny
św. Mikołaja, więc dzień wcześniej kupiliśmy przez Internet bilety na pociąg.
Wstaliśmy rano i udaliśmy się na stację. Podczas jazdy okazało się, że nie
mając fińskiej legitymacji studenckiej nie powinniśmy jechać na bilecie
studenckim, jednak konduktor powiedział, że „da nam mały rabat i uda, że tego
nie zauważył”. Dla kogoś, kto nie mieszka w Skandynawii na co dzień różnica
pomiędzy 2,5 euro a 5 w jedną stronę jest zauważalna, więc nie ukrywaliśmy, że
cieszyliśmy się z jego reakcji. Aby dojechać do wioski Mikołaja należało z
dworca kolejowego jechać autobusem linii 8. Po kilkunastu minutach znaleźliśmy
się jakby na końcu świata, gdzie stał całkiem spory szary budynek, zupełnie
niekojarzący się ze świętami. Po wyjściu z autobusu grupka Japończyków zaczęła
robić sobie zdjęcia przy latarniach. Do tej pory nie wiem, co w nich było
takiego wspaniałego, ale zostały one przez nich obfotografowane z każdej strony
:) Swoją drogą zaczęłam się zastanawiać, czy nie ma jakiegoś bezpośredniego
połączenia lotniczego Tokyo-Rovaniemi, tyle było tam Azjatów.